Zagubieni kochankowie
Stali w deszczu i nie wiedzieli co z sobą począć. Ona mocno przyciskała się do niego, a on gorączkowo szukał w pamięci jakiegoś miejsca, w które mógłby ją teraz zabrać. Wreszcie posłuszna pamięć podsunęła mu takie miejsce. Bez słowa wziął ją za rękę i poprowadził ulicą. Potem weszli do wielkiego budynku. Wiedział, że z zamkiem do drzwi w piwnicy upora się bez trudu. Tak właśnie znaleźli się w pomieszczeniu, w którym pracowała pompa ciepła ogrzewająca ten budynek.
Usiedli na podłodze. Przytuliła się do niego i zamknęła oczy. Siedzieli tak, oparci plecami o wielki korpus pompy ciepła. Czuli przenikające ich ciepło. Było tu znacznie przyjemniej niż na dworze, gdzie właśnie padał deszcz i wiał przenikający wiatr. Jej lekka sukienka powoli schła, choć i tak obawiała się zaziębienia. Czuła, że morzy ją sen. Tutaj obok niego i tej wielkiej pompy ciepła, czuła się tak bezpiecznie. Nie istniała teraz ani przeszłość, ani przyszłość. Była tylko teraźniejszość. Pompa ciepła szumiała cicho, a on obejmował ją czule. Warunki może były cokolwiek dziwaczne, ale i tak musiała przyznać, że było bardzo romantycznie. Nikt nigdy nie zdoła jej już zabrać tych niezapomnianych chwil.